Teraz zabawnie jest przypomnieć sobie, jak fascynująca była moja biografia. Jak się składa, od dziecka mam dwa hobby – technologię i podróże. W wieku pięciu lat mogłem swobodnie podróżować komunikacją publiczną po całym Mińsku, mieście liczącym milion mieszkańców. Kontrolery mnie nie dotykały, myśląc, że moi rodzice są gdzieś w pobliżu. Jedną z pierwszych książek, dosłownie studiowaną do gruntu, była mapa połączeń komunikacyjnych miasta Mińsk.
Spędziłem godziny, podróżując samotnie (!) po mieście transportem, studiując wszystkie ulice, ich nazwy, trasy transportowe i wiele więcej. Oczywiście, moi rodzice by mnie zabili, gdyby dowiedzieli się o moich przygodach, ale na szczęście nic złego mi się nie przydarzyło.
Mój ojciec miał cały warsztat w piwnicy z różnymi narzędziami. Mój przyjaciel Anatolij Sakow (gdzie teraz jesteś?) i ja często korzystaliśmy z jego pomocy, gdy musieliśmy coś zrobić własnymi rękami. A w wieku 13 lat zbudowaliśmy nasz pierwszy rower, który nawet potrafił się poruszać!
Gdy miałem około ośmiu lat, jako dziecko, dostałem swój pierwszy gramofon winylowy; oczywiście z najlepszych intencji zerknąłem na to, co jest w środku. Wkrótce mój przyjaciel poszedł do szkoły drukarskiej, a rok później ja zrobiłem to samo. To było w 1989 roku. Tak rozpoczęły się moje przygody z drukiem. Miałem czas, by nadrobić zaległości w druku typograficznym z linotypami oraz maszynami do druku płaskiego z ręcznymi nakładkami. Studiowałem w Mińskiej Szkole Zawodowej nr 32 przy ulicy Wiery Chorużaj 7 w Mińsku.
W tamtych czasach nie mówiono wcale o odpowiedniej kontroli jakości odbici. O istnieniu densytometru i jego zastosowaniu w druku dowiedziałem się znacznie później. Może ktoś miał to urządzenie w laboratorium lub w drukarni, ale dla nas był to świat istniejący równolegle do rzeczywistości, w którym drukarze dużych drukarni pracowali na ogromnych 'Planetach’ i małych 'Dominantach’ na 'Romayorach’, nigdy nie trzymając w rękach urządzenia do kontroli jakości.
Zawód drukarski w tamtych latach zależał bezpośrednio od umiejętności indywidualnego pracownika i jego ludzkiego czynnika, a dobry drukarz można było stworzyć po około pięciu latach ciężkiej pracy. Technologia tamtych czasów była tak niedoskonała, a jej sterowanie tak stronnicze, że drukarz był dosłownie artystą – jego praca była dokładnie tym, co tworzyły jego ręce. Minęło jeszcze kilka lat, zanim wstąpiłem na Moskiewski Uniwersytet Drukarski i poznałem prawdziwe instalacje drukarskich w praktyce. Kto by wtedy pomyślał, że na początku lat 90. druk typograficzny będzie musiał się bardzo szybko pożegnać, a potem pojawią się kamery projekcyjne, które zostaną zastąpione przez systemy komputer-płyta. Wiedza zdobyta na Uniwersytecie Druku zostanie poważnie dopracowana w Print Media Academy oraz w praktyce.
Nowoczesna prasa drukarska to niemal statek kosmiczny, a system sterowania nie pozostawia drukarce szans na amatorstwo. Tak, drukarka ma mniej swobody, ale jakość produktu wzrosła.

Na zdjęciu jestem ja – Siergiej Woropay, mój przyjaciel Roman Minin i nasz student Wiktor Prudkow na tle Akademii Timirjazew, 25 czerwca 1997 roku. Znajduje się 500 metrów od Uniwersytetu Drukarskiego w Moskwie , przy ulicy Prjanisznikowej. Miną tylko 4 miesiące, a zostanę zatrudniony przez Heidelberger Druckmaschinen Osteuropa Vertriebs GmbH (Austria), aby otworzyć oddział na Białorusi.
Tak to wszystko się zaczęło.
